ZAJRZYJ NA NASZE FORUM

John Frusciante w wywiadzie dla magazynu internetowego laut.de- marzec ’04

Napisano: 5 marca 2014, 19:46 | Kategoria: Byli członkowie, John Frusciante, Wywiady | Skomentuj ()

John Frusciante w wywiadzie dla magazynu internetowego laut.de- marzec '04

Kratfwerk nadal ma odwagę do podejmowania ryzyka…

W Kolonii trwa karnawał. Podczas gdy na zewnątrz szaleje tłum, w hotelu Hilton panuje przyjemny spokój. Elegancki wygląd gości hotelowych nie dopuszcza do głowy żadnych głupich myśli. Sympatyczny i wyrozumiały John Frusciante przyjmuje dziennikarzy na trzecim piętrze, aby porozmawiać o swoim nowym czwartym solowym albumie. Termin przeprowadzenia wywiadu jest prawdopodobnie jednym z mniej korzystnych, jakie moglibyśmy wybrać, ale pracownicy WEA zapewniają nas, że John jest wciąż w dobrym humorze i co najważniejsze bardzo rozmowny.

W rzeczywistości spotykamy bardzo interesującego człowieka, który wciąż odczuwa ogromną przyjemność mówiąc o muzyce, nawet po pięciu godzinach komponowania. Gdy przejdzie się w rozmowie na tematy dotyczące sztuki, John jest jeszcze bardziej zadowolony.

Okładkę twojego nowego albumu zaprojektował amerykański poeta i artysta René Ricard, który pracował w latach 60′ w Andy Wahrhols Factory. Jaki wpływ ma sztuka nowoczesna na twoją twórczość?

Tak… (chwila zastanowienia) artyści z XX wieku stanowią dla mnie z pewnością wielką inspirację. Oczywiście nie tylko oni, podziwiam na przykład Van Gogha. Wiesz… pięć lat starałem się dowiedzieć jak najwięcej na temat malarstwa, również sam próbowałem malować. Na początku szło dobrze, wkładałem w to całe moje serce, ale po jakimś czasie zacząłem coraz bardziej eksperymentować, co sprawiło, że tak naprawdę stałem w miejscu, zamiast się rozwijać. Pięć lat temu zacząłem również próbować robić tak z muzyką, chciałem za pomocą gitary wykreować te wszystkie obrazy. Postanowiłem tak zrobić, ponieważ mam umiejętności, które pozwalają mi to uczynić poprzez grę na gitarze, w przeciwieństwie do moich umiejętności malarskich. Kiedy myślę o muzyce, to wciąż widzę ją jakby z perspektywy malarza. Teraz tworzę obrazy za pomocą mojego instrumentu – gitary.
Ale wracając do René Ricarda: moja była dziewczyna Stella, która jest córką Juliana Schnabela, jest dobrą przyjaciółką René. Można powiedzieć, że szybko zacząłem identyfikować się z jego obrazami, najbardziej podobały mi się jego zdobione słowa. Obraz na okładce mojej nowej płyty znalazła Stella w garażu i stwierdziła, że René powinien jeszcze napisać na nim kilka słów. W ten sposób powstała. Bez sztuki świat byłby tylko w połowie tak wspaniałym miejscem, bez znaczenia, czy rozumie się dane obrazy, filmy albo zdjęcia. Jednak muzyka zainspirowała mnie bardziej. Mogę siedzieć całymi dniami słuchając płyt, bez wyłączania mojego mózgu nawet na sekundę. Nie potrafię tego zrobić przy obrazach albo filmach. Cóż, spędziłem wprawdzie raz cały dzień na wpatrywanie się w obrazy. Przez pięć lat mój umysł tkwił głęboko w różnych artystycznych książkach. To było dobre.

Światowej klasy malarz Julian Schnabel wykonał okładkę do albumu „By The Way„. Czy jesteś jedynym członkiem zespołu, który dba o wymiar artystyczny zespołu?

Tak. W pewnym okresie niemal oszalałem na myśl co zrobić z tą okładką. Pewnego ranka zadzwonił Julian i powiedział, że może zrobić coś przez sen dla nas. Powiedziałem: Ok, zrób to! (śmiech)

Czytaj dalej…

wypowiedz się na ten temat na naszym forum

Wywiad z Johnem Frusciante dla Premier Guitar- marzec ’14

Napisano: 4 marca 2014, 20:42 | Kategoria: Byli członkowie, John Frusciante, Wywiady | Skomentuj ()

Wywiad z Johnem Frusciante dla Premier Guitar- marzec '14

„John Frusciante: Wojna i pokój”

Toczy się bitwa w umyśle Johna Frusciante. W jego muzycznym świecie przeciwstawień i małżeństw gatunków, tradycja zmaga się z przekraczaniem barier, a matematyczne równania w jakiś sposób stają się ekspresją uczuć. Gitara zawsze będzie podstawowym instrumentem dla byłego Red Hota, ale jego nowo wybraną bronią są maszyny. „Roland MC-202 [syntezator/sekwencer z początku lat 80] to jeden z moich ulubionych instrumentów”, mówi nam. „Podobnie jak automaty perkusyjne, samplery, komputer i inne syntezatory.

Dla Frusciante, najważniejsze w tych instrumentach jest to, że w momencie gdy nauczysz się nimi manipulować, jesteś od razu w stanie stworzyć każdy rodzaj dźwięku. Muzyk posiada aż sześć MC-202-ek, których używa w różnych kombinacjach, aby przetworzyć partie gitary w partie syntezatorowe. Korzystając z kilku urządzeń, każdą strunę może przypisać innemu syntezatorowi, a następnie bez końca definiować jej brzmienie.

Obecnie programuję i gram na gitarze równie dobrze”, mówi. „Odkąd nauczyłem się języka i zintegrowałem go w moje naturalne intencje jako muzyk, niekiedy czuję się jak dowódca na wojnie. Tak jakby działo się coś popierdolonego, a ja muszę to naprawić. Tak jakby toczył się konflikt pomiędzy dwoma stronami, gdzie jedna musi przegrać, a druga wygrać. Jedna z nich musi zostać pojmana przez drugą. W pewnym sensie nie za bardzo różni się to od wojennej gry wideo. Czytam książki o tematyce wojennej, ponieważ przypominają mi mój tok myślenia podczas tworzenia muzyki.

Frusciante podkreśla, że zaprogramowane instrumenty są „posłuszne umysłowi” – najważniejszemu narzędziu kompozytora. Obecnie nie czuje żadnych fizycznych barier pomiędzy swoim wyobrażeniem muzyki, a dźwiękami, które tworzy. Inspirują go kompozytorzy muzyki klasycznej XX. wieku, tacy jak Igor Strawinski czy Iannis Xenakis, a także elektroniczni eksperymentatorzy w stylu Toma „Squarepushera” Jenkinsona, który jest zarówno wirtuozem kontrabasu, jak i mistrzem programowania.

Odkąd zacząłem grać, prawdopodobnie spędziłem więcej czasu ucząc się słuchając różnych płyt, niż robiąc cokolwiek innego. Taki sposób ma wiele atutów, a wśród nich umiejętność postrzegania muzyki w sposób intelektualny.

Frusciante twierdzi, że jego przygoda z muzyką elektroniczną rozpoczęła się wraz z formacją Speed Dealer Moms – „grupą grającą eksperymentalny acid house”, w której oprócz niego znaleźli się jego przyjaciele – Aaron Funk i Chris McDonald. Sześć lat później, Frusciante wydaje „Enclosure” – 11. album solowy, oparty w dużej mierze na programowaniu. Sam postrzega go jako osobistą muzyczną rewolucję – małżeństwo kompozycji gitarowych oraz wiedzy o elektronice, którą nabył tworząc wcześniejsze płyty, takie jak „The Empyrean”, czy „PBX Funicular Intaglio Zone”.

To świetny czas na bycie muzykiem”, mówi zapracowany Frusciante. Dla Premier Guitar opowiada o tym dlaczego tak uważa, przy okazji opisując swój proces tworzenia w ostatnim czasie.

Czytaj dalej…

wypowiedz się na ten temat na naszym forum

Wiadomość od Flea ws. występu na Super Bowl Halftime Show

Napisano: 5 lutego 2014, 02:06 | Kategoria: Flea, Koncerty, Zespół | Skomentuj ()

Wiadomość od Flea ws. występu na Super Bowl Halftime Show

Moi drodzy,
Gdy NFL poprosili nas o wspólne zagranie naszego kawałka „Give It Away” na Super Bowl, zostaliśmy uprzedzeni o tym, że wokal będzie na żywo, ale gitara, bas i perkusja zostaną nagrane wcześniej. Rozumiem stanowisko NFL w tej sprawie, z racji tego że mają zaledwie kilka minut na przygotowanie sceny, mnóstwo rzeczy może pójść nie tak i zepsuć cały dźwięk ludziom oglądającym widowisko na stadionie czy przed telewizorami. Nie było miejsca na żadną dyskusję, NFL nie chce ryzykować klapy spowodowanej kiepskim dźwiękiem. Proste.

Stanowisko Red Hot Chili Peppers w sprawie jakiegokolwiek grania z playbacku zawsze było takie, że tego nie robimy. Ostatni raz zrobiliśmy to (a przynajmniej spróbowaliśmy) w późnych latach 80, wyrzucili nas wtedy z programu „Top of the Pops” w Anglii podczas prób, bo nie współpracowaliśmy. Ja grałem na basie swoim butem, John grał na gitarze siedząc na Anthonym, a na scenie uprawialiśmy zapasy, wyśmiewając fakt, że to ma być jak prawdziwy występ.

Przed tym graliśmy z playbacku jeden czy dwa koncerty dla MTV, ale zawsze było to udręką. Podchodzimy poważnie do naszej muzyki, to dla nas święta rzecz i każdy kto kiedykolwiek oglądał nasz występ (chociażby wieczór przed Super Bowl w Barclay’s Center), wie że to co gramy płynie prosto z serca, że spontanicznie improwizujemy, podejmujemy muzyczne wyzwania i wylewamy pot na każdym koncercie. Robimy to od 31 lat.

Więc gdy pojawił się koncept występu na Super Bowl, byliśmy zmieszani i niepewni czy się tego podjąć, czy nie. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że to wyjątkowa szansa zrobić coś surrealnie szalonego. Dużo się zastanawialiśmy przed ostateczną zgodą. Oprócz rozmów wewnątrz zespołu, poruszyłem temat z różnymi zaprzyjaźnionymi muzykami, do których mam ogromny szacunek. Wszyscy stwierdzili, że zgodziliby się wystąpić, że to totalnie dziki pomysł. Na dodatek, wszyscy w RHCP kochamy futbol, co też wpłynęło na naszą decyzję. Doszliśmy do wniosku, że Anthony śpiewając także pokaże ducha wolności i tego co robimy na żywo. Oczywiście nagraliśmy przed występem każdy z dźwięków, który tam zabrzmiał. Spotkałem się z Brunem – świetnym gościem, prawdziwie utalentowanym muzykiem i wpadliśmy na pomysł zrealizowania tego, co wydawało się wielką frajdą.

Nagraliśmy tą wersję w dzień – spontaniczne wykonanie prosto z serca, utrzymane w duchu tego jak przez kilka ostatnich lat graliśmy na żywo z naszym ukochanym Joshem.

Na właściwym występie, Josh, Chad i ja graliśmy do puszczonego w tle kawałka. Nie było potrzeby podpinać gitar, więc tego nie zrobiliśmy. Czy mogliśmy je po prostu wpiąć i uniknąć zawiedzenia ludzi tym, że kawałek został wcześniej nagrany? Bardzo łatwo mogliśmy tak zrobić i nie byłoby problemu. Pomyśleliśmy jednak, że lepiej nie udawać. Wydawało się to najszczerszą rzeczą w tamtej chwili. To było jak plan teledysku przed miliardem ludzi, tylko że z wokalem na żywo i jedyną szansą, by wyjść z siebie. Chcieliśmy przekazać ludziom ducha tego kim jesteśmy.

Jestem wdzięczny NFL za możliwość zagrania. Dziękuję też Bruno, który jest niesamowicie utalentowanym młodym człowiekiem, za zaproszenie nas. Zrobiłbym to jeszcze raz dokładnie tak samo.

Jako zespół naszą aspiracją jest dojrzewać jako muzycy i artyści oraz dawać z siebie wszystko na scenie dla każdego, który chce by eksplodowała mu głowa.

Z poważaniem,
Flea

Tłumaczenie: MagpieOnFire
Źródłoredhotchilipeppers.com

wypowiedz się na ten temat na naszym forum

Josh Klinghoffer łączy siły z Tinariwen- Rolling Stone- 31 styczeń ’14

Napisano: 2 lutego 2014, 13:09 | Kategoria: Josh Klinghoffer, Wywiady | Skomentuj ()

John Klinghoffer łączy siły z Tinariwen- Rolling Stone- 31 styczeń '14

Josh Klinghoffer wspomina wypad na pustynię z malijskimi mistrzami gitary

Josh Klinghoffer – gitarzysta Red Hot Chili Peppers o niesfornych włosach, dołącza do uznanej, pustynnej grupy Tinariwen, udzielając się w dwóch utworach z ich nadchodzącej, szóstej płyty – Emmaar, której premiera zapowiedziana jest na 11. lutego.

Byłem nieco zbyt krytyczny wobec siebie, ponieważ nieszczególnie podoba mi się, gdy biały muzyk z L.A. miesza się w tak piękną, naturalną i afrykańską rzecz”, opowiada Klinghoffer. „Gdybym o czymś takim usłyszał, zapewne przewróciłbym oczami (śmiech). Ale gdy sam znalazłem się w takiej sytuacji, skorzystałem z okazji i zagrałem to, co akurat czułem. Wszystko wyszło bardzo naturalnie i wciąż brzmi jak Tinariwen. Nie brzmi to jak jakiś typ spuszczający się na ich muzykę.

Wspomniane dwie piosenki – „Toumast Tincha” otwierająca album oraz „Timadrit in Sahara” świadczą o powrocie zespołu z nagrodą Grammy na koncie do płomiennego i pustynnego bluesa, po obfitującej w spokojniejsze i bardziej akustyczne brzmienia płycie „Tassili” z 2011 roku. Tocząca się pomiędzy Tuaregami – rebeliantami, różnymi muzułmańskimi grupami i rządem malijskim krwawa wojna o panowanie nad północnym Mali pozostawiła po sobie polityczny niepokój, więc zespół przeniósł się do domu na kalifornijskiej pustyni, położonym w Joshua Tree. Dołączyli do nich wówczas Saul Williams, Matt Zweeney – gitarzysta Zwan, Fats Kaplan – muzyk sesyjny z Nashville oraz Klinghoffer, którego partie gitary inspirowane muzyką z Etiopii i Nigerii wypełniają dziesiąty album Red Hot Chili Peppers – „I’m With You”.

Siedzieliśmy po prostu z gitarami w ręku i graliśmy”, opowiada Klinghoffer o czasie spędzonym z Tinariwen. „Nie miałem pojęcia co robię. Nie znałem piosenek, nie byłem nawet pewien czy oni je znali. Kiwali głową, a ja sobie grałem… Przy okazji jednego kawałka, Eyadou [Ag Leche – basista] poprosił mnie o zagranie czegoś kosmicznego i gitarowego, po tym jak usłyszał, że grałem coś w tym stylu na jednym z koncertów Chili Peppers. Nie miałem ze sobą żadnych efektów gitarowych, więc starałem się uzyskać podobny rezultat korzystając z tego, co miałem pod ręką. A miałem tylko gitarę.

Niektórzy z nas nawet słowem się do siebie nie odezwali, kiwaliśmy grzecznie głową i uśmiechaliśmy się. Strasznie żałuję, że nie miałem możliwości porozumieć się bardziej z Ibrahimem [Ag Alhabibem – gitara prowadząca] i Abdallahem [Ag Alhousseynim – gitara akustyczna], ponieważ oni nie mówią po angielsku, a ja nie znam słowa po francusku”, mówi Klinghoffer. „Żałuję, że nie było większej komunikacji, ale – mogę teraz zabrzmieć jak hipisowska cipka – graliśmy na gitarach, uśmiechaliśmy się i to wystarczyło. Myślę, że coś sobie przekazywaliśmy.

Klinghoffer niebawem oczywiście przenosi się z terenów piaszczystych do Meadowlands, by 2-go lutego uczestniczyć w Super Bowl Halftime Show, na który to występ Red Hot Chili Peppers zaprosił Bruno Mars. Myślicie, że zżerają go nerwy przed tym jak zagra dla największej publiczności w Ameryce?

Wydaje mi się, że jedyne czym się denerwuję, to możliwość bycia zdeptanym przez ludzi ustawiającymi scenę w 30 sekund”, mówi nam. „Myślę, że jeśli stanę na właściwym miejscu, to będzie dobrze. Denerwuje się przebiegiem meczu. Peyton Manning – mam nadzieję, że da radę.

Tłumaczenie: MagpieOnFire
Źródło: rollingstone.com

wypowiedz się na ten temat na naszym forum

1 2 3 4 5 . . . 118 Następna