I’m With You
Informacje w pigułce: I’m With You to dziesiąty studyjny album legendarnej funk-rockowej formacji Red Hot Chili Peppers i pierwszy na którym głównym gitarzystą jest Josh Klinghoffer, który zastąpił Johna Frusciante który odszedł z zespołu w 2007 roku, tuż po zakończeniu Stadium Arcadium Tour. Krążek swoją oficjalną premierę ma dziś, jednak z racji różnych planów wydawniczych – dostosowanych do różnych krajów, można było go zakupić nawet parę dni wcześniej.
Pogląd autora: Nie będę ukrywał radości ani podniecenia, że po długim okresie czasu mogę pisać o najnowszym wydawnictwie zespołu który ukształtował moje gusta muzyczne, zespołu na którym po prostu się wychowałem. Red Hot Chili Peppers powracają po 4 latach milczenia i można śmiało powiedzieć, że pomijając złotą erę Californication kiedy to agentka zespołu podała że John Frusciantewygrał z uzależnieniem od narkotyków i powraca nie tylko do świata żywych ale i również do formacji – ten album jest najbardziej oczekiwanym przez fanów i opinię publiczną krążkiem Papryczek w historii ich działalności. Powodów tego stanu było parę. Pierwszym z nich i najważniejszym jest to, jak z tak wielkim ciężarem, obowiązkiem ale i również honorem jakim jest zajęcie miejsca Fru poradzi sobie jego 32-letni przyjaciel z którym tworzył projekt Ataxia (doczekał się dwóch albumów) jak i również nagrywał płytę sygnowaną ich nazwiskami - Josh Klinghoffer. Czy przebije się przez swoją nieśmiałość, skrytość i znajdzie miejsce kiedy setki reflektorów i miliony oczu i uszu skierują się na niego. Jako drugi punkt można odnotować tajemniczą okładkę, utrzymaną w wyjątkowo minimalistycznym stylu oraz samą nazwę albumu, która dla wielu była już wyznacznikiem nadchodzącego niczym Usain Bolt z prędkością światła radiowego popu. Trzeci i ostatni powód to komunikacja w zespole, czyli jak wkomponuje się młody w porównaniu do swoich towarzyszy gitarzysta, kiedy obiegowo można było usłyszeć chociażby o Davie Navarro który miał zasiąść za wiosłem i czy fani znajdą chemię na koncertach na żywo. Pytanie numer trzy, musiało znaleźć swoją odpowiedź w tym co dotąd w Stanach Zjednoczonych na zamkniętych koncertach, jak i również w Azji na dużych otwartych festiwalach muzycznych zaprezentowała cała czwórka. Nie ma mowy o braku czegokolwiek, od wielkiego czaru przy starych piosenkach co cieszy ale i nie dziwi bo Josh z chłopakami już koncertował i wie z czym się to je, po fantastyczny groove i feeling przy nowych kawałkach, jednak wszyscy czekali aby usłyszeć jak wszystkie kawałki brzmią studyjnie. Już tydzień temu oficjalna strona zespołu dała możliwość odsłuchania krążka, jednak nie ma to jak poczucie posiadania go we własnych rączkach i chociaż czekam na finalizację mojej przesyłki to z chęcią znajdę odpowiedzi na wcześniej podane przeze mnie pytania, analizując każdy kawałek.
Na dzień dobry otrzymujemy Monarchy Of Roses które może budzić nostalgię wśród fanów którzy cenili i cenią jako album One Hot Minute. Mroczne i solidne intro które może do złudzenia przypominać to z kawałka otwierającego właśnie krążek z 1995 roku czyli Warped, zostaje po chwili uzupełnione bardzo rytmicznym i szybkim refrenem w którym upust daje zarówno Flea ze swoim pulsującym zewsząd basem, jak i również Josh przez tworzy się nam rasowy dla Chili Peppers kawałek, w którym miksują oni to co najlepsze w swoim stylu, kończąc fantastyczną i melodyjną solówką. Factory Of Faith to kolejny łakomy kąsek, bo w jednej piosence mamy skondensowany znakomity bas, świetną gitarę i recytacyjno wokalne popisy Anthonego który na tym albumie śpiewa najlepiej w całej swojej karierze. Znakomity refren, oparty na świetnym tekście i kapitalne chórki Josha tworzą kolejną pigułę energii której nie można pominąć, ani w żaden sposób obrazić lub na nią narzekać. Kawałek numer trzy, to pierwsza ballada na jaką natrafiamy na I’m With You. Liczyłem na ich hojną ilość i nie prawdopodobną jakość… no i co? Dostałem więcej niż można było oczekiwać!Brendan’s Death Song to hołd dla przyjaciela zespołu Brendana Mullena który w pierwszy dzień nagrywania albumu zmarł na masywny udar i z taką przykrą wiadomością zespół musiał poradzić sobie na dzień dobry. Bez niego, pewnie nie było by o czym dzisiaj pisać i pewnie nie byłoby ani sławy Papryczek, ani ich wspaniałej muzyki – dlatego ta piosenka musiała być wyjątkowa. Co ważne jest i to nie prawdopodobnie! Najbardziej emocjonalny, tętniący poczuciem wielkiej straty, kapitalny tekstowo, przy którym łzy lecą same. Warto też wspomnieć o fantastycznej pracy jaką wykonali Chad Smith wykonując kapitalne partie perkusyjne, jak i Anthony który tutaj zaśpiewał najpiękniej i najczyściej jak tylko mógł. Czysta perfekcja! Za mało tego za co kochamy zespół? Ethiopia to czysta wariacja, z której na pewno byłby i jest dumny słuchając z niebios Hillel Slovak czyli perwszy gitarzysta tego zespołu w historii jego działania, który został w 1988 roku odnaleziony martwy w swoim domu z powodu przedawkowania leków. Bardzo innowatorskie recytowanie poszczególnych liter alfabetu, kapitalny bas no i refren, który wartością i emocjami wsysa 3/4 tego co dostaliśmy na tacy przez ostatnie lata na rynku muzycznym. Nie mogę też nie wspomnieć o znakomitym i na pędzającym się bridge’u pomiędzy zwrotkami, coś pięknego. Następnie Annie Wants A Baby które budziło moje delikatne obawy, jednak okazało się, że nie słusznie. Na tle wcześniejszych kawałków delikatnie odstaje i nie jest czołową balladą na krążku, jednak nie można powiedzieć że to kawałek słaby, czy nawet dobry. Jest bardzo dobry i na taką a nie inną ocenę wpływa znakomity refren w którym popis daje Klinghoffer prowadzony przez Kiedisa z świetne dopasowanym tekstem i znakomicie wykonanym wokalem. Przesłaniowo to prawdziwa perełka na tym krążku i cięty bat na dużą ilość związków i system myślenia kobiet które sam Anth musiał nie raz widzieć. Jako 6 i 7 mamy dwa kawałki żywe, pełne stylu charakterystycznego za który zespół kochają miliony. Look Around może pozbawiony jest oryginalnego refrenu, jednak tutaj każda sekcja, każdy dźwięk jest rozplanowany i rozłożony w sposób idealny. Na pewno miłe skojarzenia budzi też fragment w którym Kiedis wykonuje swoje charakterystyczne uuu aaa I wanna get ya które w inne formie tekstowej, ale stylowo takiej samej znany każdy z By The Way. No i Josh… fantastyczne chórki jak i wokal pod koniec kawałka zasługują na brawa i odsuwają na bok niepokój o brak takich elementów po odejściu Johna . The Adventures Of Rain Dance Maggie znana była już od dłuższego czasu i wzbudziła wiele dyskusji i różnych recenzji od tych bardzo dobrych po skrajnie krytyczne – jednak biorąc pod uwagę rozkład piosenek, nie dość że broni się z klasą, to tworzy znakomity ciąg i nie jest kawałkiem chybionym, choć na pewno nie można nazwać jej najsilniejszą stroną I’m With You, wyłącznie… że dostajemy po niej Did I Let You Know który przewraca do góry nogami uszy każdego prawdziwego fana zespołu… prze innowacyjna gitarowa wstawka Josha, plus jego znakomity boczny wokal w refrenie tworzą prawdziwą bajkę. No i Flea który czaruje nas nie tylko basem, ale również i trąbką. Znakomity kawałek. Jeśli ktoś jednak się nudził (czy to możliwe?), ożyje przy prawdziwym tąpnięciu pierwotnej, skumulowanej i rockowej energii jaką daje Goodbye Hooray. Kawałek znakomity na występy na żywo, kawałek znakomity jako przebudzacz. Nie odbieram mu klasy, aczkolwiek jestem z nim związany najmniej i to w nim, jeśli już musiałbym to robić, upatruję najsłabszy punkt krążka. Happiness Loves Company to ciekawy flirt Chili Peppers z marszową melodią i gitarową przejrzystością i wyższą estetyką przez co otrzymujemy bardzo ciekawy mariaż, który nie powinien uciec naszej uwadze. Bardzo trafny przerywnik do tego co dostajemy potem, do utworu który powinien skraść tak samo jakBrendan’s serca słuchaczy. Police Station posiada wszystko – znakomitą melodię, piękne chórki, znakomicie rozpisaną perkusję, piękne fortepianowe wstawki i znakomity głos wokalisty. Nie nudzi się, urzeka i czaruje przez cały czas trwania. Prawdziwe cudo! Even You Brutus? nie spuszcza z tonu i mamy płynne nawiązanie do kawałka Death Of Martian ze Stadium Arcadium, gdzie Anthony recytuje tekst, można wręcz powiedzieć, bawi się w poezję. Tutaj mamy to poszerzone o znakomite łączniki gitarowe i przepiękne przeskoki z recytacji na wokal. Piękny refren łączony z fortepianem nadaje temu kawałkowi prawdziwej znakomitości… która blednie… nie, to za mocne słowo ale ciężko odnaleźć jakiekolwiek trafne, kiedy dochodzimy do Meet Me At The Corner. Kawałek mówiący ściśle o pięknych uczuciach, miłości, przywiązaniu, tęsknocie i relacjach w związku… nie każdy to w swoim życiu posiada, ale to nic nie zmienia w kontekście tej kompozycji która jest najpiękniejszą rzeczą jaką będzie dane wam posłuchać od lat. Tekst, tekst zasługuje na największe oznaki zachwytu, a tuż po nim Josh który z gitarą uczynił tutaj prawdziwą magię, anielską perfekcję której nigdy nie będzie miało się dość. Coś niebywałego. Album zamyka to, co wiele osób przerażało, ale okazało się, że nie słusznie. Dance, Dance, Dance to znakomity energiczny kawałek, ywpełniony afrykańskim brzmieniem, znakomitym basem Flea i kapitalną perkusją Chada. Znakomity przykład jak zespół potrafi złączyć korzenie różnych stylów muzycznych i nadać im znakomite, pełnego barw wymiaru. Świetna rzecz, wyłącznie dla fanów kochających Papryczki za erę kawałków nagrywanych z Georgem Clintonem.
Podsumowując to długą wypowiedź, przez którą mam nadzieję przeszliście bez szwanku – nie da się tej płyty określić inaczej niż słowem sukces. Nazwanie jej podążaniem drogą komercji, nawiązywaniem do Maroon 5, zbiorem kompletnie przypadkowych kompozycji bez żadnego ładu i składu oraz emocji, można nazwać na parę sposobów czyli jako słuchowe kalectwo, wybitną głupotę,skrajny irracjonalizm, manię zaślepieńczą. Czy Josh poradził sobie z zadaniem? Tak i to najlepiej jak mógł, wykonał znakomitą robotę! Czy album warty jest kupna i waszego czasu? Tak, bo bezdyskusyjnie to krążek tego roku, nie mający póki co żadnej rywalizacji. Nie ma tutaj długich solówek, faktury godnej gitarowego Boga jakim jest Frusciante - jednak świat kręci się bez niego, światChili Peppers kręci się w najlepsze, naoliwiony i gotowy aby znów nas zaskakiwać i zachwycać. Oby większość osób zrozumiała to na dobre!
Warstwa Tekstowa: 10/10
Warstwa Melodyczna: 10/10
Dobór Singli Promujących: 8/10
Teledyski Do Singli Promujących: 10/10
Ocena Finalna: 9/10
1. Monarchy Of Roses (04:03)
2. Factory Of Faith (04:20)
3. Brendan’s Death Song (05:38)
4. Ethiopia (03:50)
5. Annie Wants A Baby (03:40)
6. Look Around (03:28)
7. The Adventures Of Rain Dance Maggie (04:42)
8. Did I Let You Know (04:21)
9. Goodbye Hooray (03:52)
10. Happiness Loves Company (03:33)
11. Police Station (05:35)
12. Even You Brutus? (04:01)
13. Meet Me At The Corner (04:21)
14. Dance, Dance, Dance (03:45)
Singiel #1 - The Adventures Of Rain Dance Maggie (4:42)
Autor: SolarEyes













