Poszedłem na spotkanie z Chadem Smithem do eleganckiego hotelu w Mayfair, podszedłem do młodej, środkowo-europejskiej dziewczyny w recepcji i zapytałem, czy mają tu telefon. Ona powiedziała „Użyj tego tutaj, z kim chcesz rozmawiać?”. Kiedy powiedziałem „z panem Smithem” spojrzała na mnie dziwnie. Upuściłem monetę i zadałem sobie w myślach pytanie, ile „Panów Smithów” jest teraz w hotelu o tej porze dnia.
W każdym razie nasz „Pan Smith” jadł lunch z dziewczynami z wytwórni płytowej. Po kilku kieliszkach czerwonego wina byliśmy gotowi do rozmowy.
Bob Henrit: To, czego chce uniknąć w tym wywiadzie, to pytania typu „jakich pałeczek perkusyjnych używasz”? Więc… jakich używasz?
Chad Smith: To nie działa, Bob!
BH: Ok., spróbuje jeszcze raz. Jak zaczęła się twoja przygoda z perkusją?
Chad: Zacząłem interesować się nią w wieku 7 lat, więc jakoś w latach 60-tych. Miałem o dwa lata starszego brata, który grał na gitarze. Patrząc na niego, też chciałem spróbować. Nie miałem tej jednej chwili, w której pomyślałbym „ooo, chcę być jak on” lub „ooo widziałem Ringo Starr’a”. Więc nie wiem, dlaczego wybór padł akurat na perkusje. Lubiłem uderzać w różne rzeczy, jak każde dziecko. Chyba po prostu chciałem grać razem z bratem. Więc zacząłem.
BH: Czy wtedy rodzice kupili Ci zestaw perkusyjny?
Chad: Nie. Kiedy mój ojciec zauważył, że lubię uderzać różne domowe sprzęty, udał się do wytwórni lodów „Baskin Robbins” i wziął kilka pudełek do lodów, wyrzuconych do kosza za zakładem. Tam też jakieś dzieciaki budowały zabawkę zwaną „Lincoln Logs”, próbowały zrobić kabinę czy coś podobnego. Pozostały po nich drewniane pałeczki, które stały się moimi pierwszymi pałeczkami perkusyjnymi. Pudełka po lodach „Baskin Robbins” były moim pierwszym zestawem. Jeden z najlepszych sprzętów, jakie miałem! Dlatego czyniłem stałe postępy mimo młodego wieku. Mój tata mówił: jeśli chcesz coś uderzać, uderzaj w pudełka.
BH: To brzmiało jak gra tych świetnych grajków których można zobaczyć na Times Square?
Chad: Tak, grają na wiadrach i innych tego typu rzeczach. Więc grałem na tych pudłach by zobaczyć czy się do tego nadaje. Potem dostałem jeden z tych małych zestawów perkusyjnych dostępnych w sklepach. Jednak wykonany był z kiepskiego materiału, nie nazwałbym tego drewnem.
BH: Więc ile miałeś wtedy lat?
Chad: Dziewięć. Wiesz, rodzice nie chcieli mi ot tak po prostu kupić zestawu perkusyjnego bo nie byli pewni, czy fascynacja perkusją mi nie minie. Jednak muszę powiedzieć, że zawsze byłem wielkim pasjonatem bębnów i muzyki.
BH: Więc kiedy dostałeś pierwszy porządny zestaw? Wydaje się, że chłopcy w USA dostają rzeczy wcześniej niż my tutaj.
Chad: Dostałem Slingerlanda wyprodukowanego w 1970 roku, czyli miałem 9 lat. To było kilka lat po rozpoczęciu gry.
BH: Byłeś jeszcze wtedy w Michigan?
Chad: Nie, przeniosłem się do Chicago. Zestaw kosztował 160 dolarów. Miał świecący, złoty, 22 calowy bęben basowy oraz 13 i 16 calowe kotły. Rodzice kupili mi go, ale połowę pieniędzy musiałem uzbierać sam.
BH: Dorastałeś w Chicago?
Chad: Wychowywałem się w Detroit, jednak przez krótki czas mieszkałem w Chicago- 3 lata. Przeprowadziliśmy się do Chicago, a następnie do Detroit. Mój ojciec pracował w Ford Motor Company. Był dyrektorem Forda przez 32 lata, więc przeprowadzki były uzależnione od miejsca, w którym w danym czasie pracował.
(więcej…)